25.08.2012

Pasja bez granic

(tekst został opublikowany tutaj: KLIKNIJ!)

Najczęściej pociąga nas to, co dalekie i egzotyczne. Zderzenie marzeń z rzeczywistością powoduje, że czasami przestajemy mieć ochotę na jakiekolwiek podróże, choćby na te palcem po mapie. Bywa jednak, że marzenia przeradzają się w pasję. Dowód: Towarzystwo Naukowe Australii, Nowej Zelandii i Oceanii. Opowieścią o T.N.A.NZ.O. zaczynamy cykl artykułów o ciekawych kołach naukowych działających na krakowskich uczelniach.

Wszystko zaczęło się, gdy Dariusz Zdziech, prezes Towarzystwa, był jeszcze uczniem szkoły średniej. – Mój nauczyciel historii na którejś lekcji zapytał, czy zamiast Unii z Europą nie lepiej byłoby zawrzeć unię z Nową Zelandią. To miało nas sprowokować do zabrania głosu, ale ja zacząłem wtedy szukać drugiego dna i w ten sposób zainteresowałem się regionem Antypodów – mówi. Zaczął szukać informacji na temat tej części świata i okazało się, że literatura na ten temat jest bardzo uboga. Dariusz, już studiując na II roku historii na Uniwersytecie Jagiellońskim, na dobre złapał bakcyla: między zajęciami na uczelni godzinami przesiadywał w Bibliotece Jagiellońskiej. Przeczytał prawie wszystko, co dotyczyło Australii, Oceanii i Nowej Zelandii. Jednak i tutaj książek na ten temat było niewiele. – Stwierdziłem, że trzeba coś z tym zrobić – mówi.

Trudne początki
Postanowił założyć Sekcję Historii Australii i Oceanii przy Kole Naukowym Historyków Studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był to rok 2004. – Wszyscy się dziwili. Uważali, że i tak nikt nie będzie przychodził na spotkania sekcji. No bo kogo interesuje tak odległy region świata? – wspomina D. Zdziech. Najtrudniej było znaleźć opiekuna naukowego grupy, brakowało eksperta specjalizującego się w historii Australii i Oceanii. W końcu się udało: opiekunem został dr Jan Lecznarowicz – pracownik Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Spotkania odbywały się raz na dwa tygodnie. – Połowę mojego stypendium naukowego wydawałem na drukowanie kolorowych plakatów z informacją o spotkaniach sekcji. Potem rozwieszałem je na większości krakowskich uczelni – opowiada z uśmiechem. 
Z biegiem czasu na spotkania sekcji przychodziło coraz więcej osób, które prosiły D. Zdziecha np. o pomoc w znalezieniu materiałów do napisania pracy magisterskiej na temat Australii, Oceanii czy Nowej Zelandii. Problemem był najczęściej brak wystarczającej ilości literatury. – Co miałem robić? Pomagałem. Szperałem po bibliotekach, a potem czytałem, czytałem i czytałem… – wspomina.

Sprawa nabiera rozpędu
W 2005 roku udało mu się wyjechać na badania naukowe do Nowej Zelandii, które miały mu być przydatne do pracy magisterskiej. Realizacja zamierzenia była prawie niewykonalna. – Mój tata powiedział, że prędzej mu kaktus wyrośnie niż wyjadę do Nowej Zelandii – śmieje się prezes Towarzystwa. Jednak nie zrezygnował. Aby móc wyjechać, znalazł sponsorów. – To chodzenie z urzędu do urzędu i szukanie sponsorów miało jednak swoje plusy. Nawiązałem kontakt z ambasadorami Australii i Nowej Zelandii w Polsce oraz z polonią mieszkającą na tamtych terenach – podkreśla. Te znajomości przydały się także i potem.

Nie ma rzeczy niemożliwych
Pewnego dnia tak po prostu wpadł na pomysł, że wystawę pt. „Na końcu świata. Emigracja z Polski do Nowej Zelandii” sprowadzoną z Antypodów do Muzeum Wychodźstwa Polskiego w Warszawie (oddział Muzeum Łazienki Królewskie) chciałby pokazać mieszkańcom Krakowa. – To był szalony pomysł. W Warszawie ta wystawa była starannie zorganizowana przez pracowników muzeum. Natomiast ja zabrałem ją szybko zorganizowanym transportem z Gdańska, gdzie akurat się znajdowała i przewiozłem do Krakowa do sali wystawowej Biblioteki Jagiellońskiej – śmieje się D. Zdziech. To przedsięwzięcie się udało – pomógł m.in. ambasador Nowej Zelandii. Wystawa odbyła się w listopadzie 2007 i obejrzeć na niej można było eksponaty, zdjęcia, plakaty i inne liczne pamiątki należące do Polaków żyjących na emigracji w Nowej Zelandii.

Działalność na szerszą skalę
Na początku 2008 roku, aby zebrać materiały do pracy doktorskiej, ponownie wyjechał do Nowej Zelandii, a po jego powrocie, w czerwcu 2008 roku, odbyło się zebranie założycielskie Towarzystwa Naukowego Australii, Nowej Zelandii i Oceanii (T.N.A.NZ.O.). – Na szczęście udało się na konkretną godzinę zebrać 15 osób, bo właśnie tyle jest potrzebne do założenia stowarzyszenia – mówi D. Zdziech. Oficjalnie Towarzystwo swoją działalność rozpoczęło w listopadzie 2008, a już miesiąc później zorganizowało w Krakowie pierwszą ogólnopolską konferencję naukową poświęconą kulturze Nowej Zelandii. W trakcie obrad wysłuchano kilkunastu badaczy z różnych ośrodków naukowych: Krakowa, Gdańska, Warszawy, Katowic i Piotrkowa Trybunalskiego. Referaty dotyczyły różnych kwestii: filmu, kultury, malarstwa, religii i prawa Nowej Zelandii. Konferencji towarzyszyła wystawa fotograficzna, projekcja filmów nowozelandzkich wraz z ich naukowym omówieniem oraz poczęstunek rodem z tamtego regionu. – Planujemy wydać książkę z tej konferencji, w której zostałyby zebrane wszystkie referaty na niej wygłoszone, jeśli znajdziemy na to środki – dodaje D. Zdziech.

Otwarci na innych
Czym dokładnie zajmuje się T.N.A.NZ.O.? Jednym z podstawowych celów jest integracja środowiska naukowego zajmującego się tematyką regionu Australii i Oceanii oraz popularyzacja wiedzy na temat tej części świata zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Spotkania odbywają się co najmniej raz w miesiącu wspólnie z członkami Sekcji Historii Australii i Oceanii w Instytucie Historii UJ na ul. Gołębiej. – Chcemy dotrzeć również do młodych ludzi: zachęcić ich, wesprzeć, popchnąć do działania – podkreśla prezes Towarzystwa. Z tego powodu członkiem organizacji może zostać każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o Australii, Nowej Zelandii czy Oceanii. Nie wystarczą jednak same chęci. Kandydaci nie tylko powinni pasjonować się tą tematyką. – Chcemy po prostu sprawdzić ich wytrwałość. Zazwyczaj wymagamy więc, aby nowy członek napisał kilkustronicowy artykuł naukowy z pełną bibliografią i przypisami – tłumaczy D. Zdziech.

Dotrzeć do szkół
By przyciągnąć młodzież, T.N.A.NZ.O. organizuje w tym roku pierwszą edycję konkursu pt. „Antypody znane – nieznane” dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Konkurs objęty jest honorowym patronatem Ambasady Australii w Polsce i Ambasady Nowej Zelandii w Polsce. Przedsięwzięcie spotkało się również z entuzjastycznym przyjęciem przez Kuratorium Oświaty w Krakowie. Termin nadsyłania zgłoszeń do konkursu już minął – według wstępnych danych zgłosiło się prawie 160 osób. – W tym roku organizujemy konkurs tylko na terenie Krakowa. Jeśli będzie się cieszył popularnością, w przyszłym roku obejmie już całą Małopolskę, a w przyszłości nabierze zasięgu ogólnopolskiego – podkreśla D. Zdziech. Konkurs będzie składał się z etapu szkolnego i z międzyszkolnego. Podczas pierwszego z nich uczniowie będą mieli za zadanie wypełnić specjalnie przygotowane testy, podczas drugiego – zajmą się nie tylko testem, ale również będą musieli napisać esej na jeden z dwóch zaproponowanych tematów. Zwycięzca otrzyma nagrody książkowe, a dla szkoły, do której uczęszcza, ufundowane zostaną pomoce naukowe.

Wspólnie możemy pomóc
Inne działania Towarzystwa? 4-5 grudnia br. organizuje międzynarodową konferencję „Pomoc dla Tuvalu”. Dotyczyć ona będzie maleńkiego państewka na Pacyfiku, które liczy jedynie 12 tys. ludności. – Ludzie pracują tam albo dla rządu, albo w ogóle nie pracują. Warunki życia są katastrofalne. Na całe państewko przypada tylko jeden szpital. Efekt cieplarniany powoduje, że woda systematycznie zalewa cały kraj. Na dodatek jest to słona woda, która stale podmywa i niszczy grunt. To nie jest dobre m.in. ze względu uprawę roślin – mówi pomysłodawca konferencji. 
T.N.A.NZ.O. to organizacja naukowa, więc nie może pomóc w sferze pomocy medycznej, ale podczas konferencji chce zebrać pieniądze, za które planuje ufundować m.in. dwa laptopy dla szkół w Tuvalu. – Może to niewiele, ale zamiast narzekać lepiej zrobić chociaż tyle.  Chcemy po prostu nagłośnić sprawę, zwrócić uwagę na problem – podkreśla D. Zdziech. 
Plany D. Zdziecha to m.in. zorganizowanie w przyszłym roku konferencji dotyczącej kultury Australii, a za dwa lata kultury Thaiti. A sam D. Zdziech? Jako prezes Towarzystwa ma kilka marzeń: – Marzy mi się pomieszczenie na biuro Stowarzyszenia, gdzie mogłaby się znajdować również biblioteka… Chciałbym wszystkie książki, które przywiozłem z moich podróży do Nowej Zelandii, powszechnie udostępnić wszystkim chętnym – mówi z uśmiechem. - Stowarzyszenie i jego działalność to praca zespołowa wielu podobnych do mnie osób, którzy starają się zarażać innych naszą pasją. Bez nich nie udałoby się niczego osiągnąć. Dziękuje im, że należą do T.N.A.NZ.O. Mam nadzieję, że z czasem będzie nas coraz więcej – dodaje.
Dodatkowe informacje: www.anzora.org.

/dla portalu Edukacyjny Kraków